Blog

Dlaczego nie potrafimy być szczęśliwi?

Już od dłuższego czasu w mojej głowie dojrzewała refleksja dotycząca pojęcia szczęścia. Początki tej refleksji to oczywiście wynik spotkań z moimi klientami. Kiedy pytam co jest na końcu ich drogi, zazwyczaj są to: szczęście, spokój, harmonia. I są to zapewne cele i marzenia większości z Nas.

Oczywiście za tymi dążeniami, zawsze kryje się jakaś indywidualna droga, wiele mniejszych celów do których dochodzę wspólnie z klientami w trakcie naszych sesji. Ale nie o tym chciałabym napisać.

Nie chciałam też pisać o tym, że jeśli nie wiesz dokąd zmierzasz, to wszystko jedno, którą pójdziesz drogą. I nie o tym, że wzniosły cel jakim jest szczęście, trzeba rozbić na mniejsze, mierzalne cele i sukcesywnie krok po kroku zbliżać się do szczęścia.

Z końcem roku, który często bywa okresem podsumowań, noworocznych postanowień i wszechobecnych życzeń szczęścia właśnie, chciałabym podzielić się z Wami moimi wnioskami na niezwykle ważny temat. Chciałabym opowiedzieć Wam o tym, co najczęściej powoduje, że szczęśliwi być nie potrafimy.

Obserwowałam wielokrotnie, jak nawet Ci którzy wkładają wiele pracy w to, aby być szczęśliwi – szczęśliwi nie są. Jak to możliwe, że kobieta, która poradziła sobie z fobią społeczną nie czuje się z tego powodu szczęśliwa? Jak to możliwe, że mężczyzna który osiągnął upragniony sukces zawodowy, ma piękną żonę i zdrowe dzieci – nie czuje się szczęśliwy?

Pod ścianą stawiam trzech głównych oskarżonych: zewnątrzsterowność, utożsamianie się z własną strefą komfortu oraz negatywny filtr percepcyjny. To w mojej ocenie 3 główne czynniki, które sprawiają, że nie potrafimy być szczęśliwi, pomimo że szczęścia pragniemy i ciągle o nie walczymy.

Zewnątrzsterowność

Zewnątrzsterowność to najprościej mówiąc poczucie kontroli umiejscowione na zewnątrz. To brak poczucia odpowiedzialności za siebie i swoje życie. Brak przekonania, że to, czy mi w  życiu dobrze, czy źle zależy przede wszystkim ode mnie. Jak się to przejawia w naszych zachowaniach czy postawach? Mówimy np.:

  • „To jego wina, że tak się czuję. Gdyby on się zmienił, nasze małżeństwo byłoby szczęśliwe”
  • „Gdyby mój szef był bardziej sprawiedliwy, zarabiałabym więcej”
  • „Inni to mają szczęście, udaje im się”
  • „Znowu miałem pecha, ciągle mi się to zdarza”
  • „Takie życie, nic z tym nie zrobimy”

Jak można zauważyć z powyższych wzorców, osoby z poczuciem kontroli umiejscowionym na zewnątrz, nie mają poczucia, że zdarzenia czy sytuacje, które ich spotykają, są w jakikolwiek sposób powiązane z ich osobistym działaniem. Mają natomiast przekonanie, że ich życiem kieruje jakiś czynnik zewnętrzny, np. inni ludzie, przeznaczenie, los, pech lub szczęście.

Dlaczego taka postawa ma negatywny wpływ na nasze odczuwanie szczęścia? W dużym skrócie dlatego, że osoby takie najczęściej nie przypisują osiągniętych sukcesów własnym działaniom. W konsekwencji nie daje im to poczucia zadowolenia z siebie i doceniania siebie samego za osiągnięte, często z trudem, małe cele, które prowadzą ich do szczęścia. W dodatku porażki i błędy, które są naturalnym elementem rozwoju i nauki, nie są dla nich źródłem refleksji i usprawnień. Nie są źródłem obiektywnej oceny swoich działań, wyciągania wniosków i doskonalenia, a jedynie pogłębiają przekonania, że sukces nie jest dla nich, że znów mieli pecha.

W takiej sytuacji droga do celu jest trudna a czasem wręcz niemożliwa, póki nie zmienimy poczucia umiejscowienia kontroli i nie uznamy, że to przede wszystkim my sami wykuwamy swój własny los.

Strefa komfortu, czyli „chcę walczyć by się podnieść a nie szybować”

Strefa komfortu to stan, na który składa się zbiór zachowań, procesów myślowych i postaw, który jest dla nas typowy; w którym żyjemy na co dzień. Nie chcę poruszać tu kwestii tego, czy ze strefy komfortu należy wychodzić i kiedy jest to warte wysiłku a kiedy nie. Nie jestem też w stanie opisać tu wszystkich typowych „stref komfortu” z jakimi się spotykam. Są one bardzo indywidualne i składa się na nie wiele czynników.

Chciałabym natomiast przedstawić wam strefę komfortu jako bardzo silne przyzwyczajenie, a czasem wręcz uzależnienie naszego umysłu do przebywania w tym stanie. Przywiązanie do strefy komfortu jest często tak silne, że utożsamiamy się z nią niczym z częścią własnej osobowości. I wcale nie dlatego, że jest nam komfortowo. Strefą komfortu może być to, że mamy fobie społeczną, że narzekamy, że jesteśmy bierni, nieasertywni albo nie jesteśmy zadowoleni ze swojego ciała. Często – na poziomie logicznym – czujemy potrzebę, żeby z tej strefy komfortu wyjść.

Wykraczanie poza swoją strefę komfortu wiąże się ze zmianą, pracą i zazwyczaj jest trudne. Kiedy to się uda – powinniśmy teoretycznie czuć się dobrze, a być może nawet czuć się z siebie dumni. Pozbyliśmy się uzależnienia, fobii, staliśmy się asertywni – nic tylko się cieszyć. A my…. czujemy się nieswojo. Czujemy się, jakbyśmy „nie byli sobą”… I mamy ochotę do swojej strefy komfortu wrócić.

Świetnym przykładem obrazującym taką sytuację, jest fragment książki„6 filarów poczucia własnej wartości” Nathaniel’a Branden’a. Autor opisuje w nim historię architekta, który przez większość życia walczył o swoją pozycję na rynku, a kiedy otrzymywał upragnioną szansę na sukces – sam sabotował swoje wysiłki. Jego strefą komfortu była walka o sukces, czyli… właśnie brak sukcesu. Architekt ten sam podsumował swoje zachowanie stwierdzeniem „chce walczyć by się podnieść, a nie szybować”.

Powyższy przykład świetnie ukazuje jak nasze przywiązanie do strefy komfortu w której żyjemy od lat, może sabotować nasze dążenie do odczuwania szczęścia. Na poziomie logicznym chcemy być szczęśliwi, chcemy się zmienić wychodząc ze swojej strefy komfortu, bo w niej wcale nie czujemy się dobrze. Jednak podświadomie nasze uzależniające przywiązanie do strefy komfortu wciąż każe nam wracać do punktu wyjścia. Jak bumerang. W efekcie:

  • lepiej czujemy się szukając rozwiązania niż rozwiązując problem,
  • bezpieczniej jest ciągle planować zmianę niż ją wdrożyć,
  • łatwiej szukać co miesiąc nowych technik i metod pracy nad sobą niż ćwiczyć z determinacją.

Ciągle szukamy wymówek, by wrócić do bezpiecznej strefy komfortu.

Ludzie potrafią zrezygnować z celu na krok od zwycięstwa lub też podświadomie działać przeciw własnemu powodzeniu. Dlaczego? Bo nasz umysł chce wrócić tam, gdzie czuje się „jak w domu”, pomimo, że dom nie zawsze bywa wspierającym środowiskiem…

W efekcie nie potrafimy przyjąć „szczęścia” nawet kiedy ono przychodzi. Stan, do którego dążyliśmy nie jest znany naszemu umysłowi, więc postrzega go jako zagrożenie i zachęca do powrotu na stare, znane tory.

Negatywny filtr percepcyjny

Filtry percepcyjne to pewien sposób postrzegania rzeczywistości. To trochę tak, jakbyśmy założyli okulary z filtrem, które powodują, że widzimy w otaczającym nas świecie głównie to, co aktualnie nas interesuje, to w co wierzymy, to co potwierdza nasze przekonania i to, na co po prostu przyzwyczailiśmy się zwracać uwagę. Jak więc się domyślacie, możemy posiadać filtry percepcyjne, które są dla naszego życia korzystne i wspierają jego jakość, jak i takie, które mają wpływ negatywny. Przykładem takiego filtru jest wyszukiwanie w otaczającej nas rzeczywistości wszelkich negatywnych aspektów, zdarzeń i skutków działań.

Dobrym przykładem skutków działania w.w. filtru jest narzekanie. Choć narzekanie samo w sobie jest nawykiem z nie filtrem, to jednak „wyrasta” właśnie z negatywnego filtru percepcyjnego. Nie każda osoba z negatywnym filtrem musi się dzielić z innymi swoimi pesymistycznymi spostrzeżeniami. Żeby jednak „narzekacz” miał skąd czerpać, musi najpierw wszystkie te powody do narzekań zauważyć. Dlatego pracując z osobami, które mają tendencję do narzekania, przede wszystkim pracuję na filtrach.

Silny negatywny filtr percepcyjny potrafi ogromnie utrudnić satysfakcję z dokonań i pracy nad sobą a w każdym sukcesie szybko dopatrzeć się kolejnej dawki negatywnych aspektów. Osoba z takim filtrem, nawet kiedy osiągnie swoje cele, natychmiast dopatruje się kolejnych negatywów. Tak, jakby miał zaprogramowane doszukiwanie się negatywnych elementów bez względu na to, jaka jest jego rzeczywistość. W efekcie – żadna zmiana nie daje mu poczucia szczęścia.

A więc, życzę Wam….

Omówione przez mnie trzy czynniki w zależności od nasilenia, mogą sprawić, że pomimo pracy dotyczącej wyznaczania i osiągania celów, ambicji i determinacji, wciąż nie będziemy odczuwać satysfakcji i szczęścia. Zakrzywiają one nasze postrzeganie rzeczywistości i samych siebie. Sabotują nasze odczuwanie „szczęścia”.

Jeśli macie wrażenie, że pomimo wysiłków i starań, rozwoju i pracy, wciąż nie możecie dotrzeć tam, gdzie wasze „szczęście” się znajduje, warto zastanowić się, czy nie stoi za tym któryś z omawianych tu czynników. Jeśli odnajdujecie tu siebie, naprawdę warto rozprawić się z tymi czynnikami w pierwszej kolejności, by nie blokowały i nie sabotowały pracy wkładanej w realizację Waszych marzeń, planów czy celów.

Korzystając z okazji, chciałabym więc życzyć Wam w Nowym Roku nie szczęścia, a wewnątrzsterowności, świadomości, że wasza strefa komfortu to nie wasza osobowość, oraz pozytywnych i wspierających filtrów percepcyjnych!

Comments (0)